- Młodzi coraz rzadziej wybierają motorowery, a chętniej sięgają po hulajnogi elektryczne.
- Jaka jest przewaga hulajnóg elektrycznych?
- Czy ten trend da się jeszcze odwrócić?
Jeszcze kilkanaście lat temu naturalnym etapem dorastania było marzenie o motorowerze, później o motocyklu albo samochodzie. Dziś pod szkołami i uczelniami coraz częściej zamiast skuterów stoją hulajnogi elektryczne. W ostatnich latach zmienił się sposób, w jaki młodzi chcą się przemieszczać. Hulajnoga jest tania, dostępna praktycznie od ręki. Wystarczy mieć ukończone 13 lat i kartę rowerową lub prawo jazdy kat. AM.
Młodzi nie chcą się angażować
Jeżeli czternastolatek chce legalnie jeździć motorowerem, potrzebuje prawa jazdy kategorii AM. Musi przejść kurs, zdać egzamin, a sam pojazd trzeba zarejestrować i ubezpieczyć. Motorower dostaje tablicę rejestracyjną, a obowiązkowe OC trzeba utrzymywać również wtedy, gdy pojazd przez większość czasu stoi w garażu.
Hulajnoga elektryczna wygląda przy tym jak produkt z innego świata. Kupujesz ją, ładujesz akumulator i praktycznie możesz ruszać.
Oczywiście są pewne ograniczenia. Od marca 2026 roku na drodze publicznej mogą jeździć osoby, które ukończyły 13 lat. Niepełnoletni muszą posiadać kartę rowerową albo odpowiednie prawo jazdy, a osoby poniżej 16. roku życia od czerwca 2026 roku mają obowiązek jazdy w kasku. Maksymalna dopuszczalna prędkość hulajnogi wynosi 20 km/h. Pełnoletni użytkownik nie potrzebuje jednak żadnych uprawnień.
Nie ma też obowiązku rejestracji, ani wykupienia ubezpieczenia OC, dopóki urządzenie faktycznie spełnia ustawową definicję hulajnogi. To wszystko sprawia, że hulajnoga elektryczna jest tania w zakupie i eksploatacji.
Cena czyni cuda
Do tego dochodzi cena. Najprostsze elektryczne hulajnogi kosztują około tysiąca złotych. Nie potrzebują paliwa, wymiany oleju, wykonywania przeglądów gwarancyjnych ani corocznego ubezpieczenia. Nie wymagają również miejsca parkingowego czy garażu. Można ją złożyć i wnieść do mieszkania, gdzie może leżeć pod biurkiem.
Motorower oczywiście potrafi znacznie więcej. Rozpędza się do 45 km/h, lepiej nadaje się do dłuższych tras, jest pakowniejszy i daje możliwość normalnego poruszania się po jezdni. Problem w tym, że dla kogoś, kto chce przejechać trzy kilometry do szkoły, na uczelnię albo do pracy, większość tych zalet może nie wygrać z dodatkowymi kosztami i obowiązkami.
Hulajnoga jest trochę jak smartfon w świecie transportu. Ładujesz, włączasz i jedziesz. To dokładnie odpowiada sposobowi korzystania z wielu współczesnych usług.
Własność to przeżytek?
Prawdziwa zmiana nastąpiła jednak wtedy, gdy hulajnoga przestała być przedmiotem, który trzeba posiadać.
W wielu polskich miastach działają systemy współdzielonych hulajnóg. Ranking Miast Zrównoważonej Mobilności 2025 wskazywał, że tego rodzaju usługi tego funkcjonowały praktycznie we wszystkich analizowanych miastach. W przypadku większych ośrodków wystarczy więc wyciągnąć telefon, uruchomić aplikację, znaleźć stojący kilkadziesiąt metrów dalej pojazd i zostawić go po zakończeniu przejazdu.
Nie ma konieczności zakupu, serwisu, zimowania, sprzedaży ani zastanawiania się, gdzie przechowywać pojazd. Motorower jest własnością. Hulajnoga może być usługą.
Dla osoby przyzwyczajonej do Spotify, streamingu, abonamentów i usług dostępnych przez aplikację posiadanie własnego środka transportu nie zawsze jest wartością samą w sobie. Czasami liczy się wyłącznie możliwość przemieszczenia się z punktu A do B dokładnie wtedy, kiedy trzeba.
Przepisy są ostrzejsze, ale system nadal ma dziury
Rosnąca popularność hulajnóg zmusiła ustawodawcę do stopniowego zaostrzania przepisów. Problem polega na tym, że część ograniczeń da się w praktyce ominąć albo użytkownicy po prostu ich nie przestrzegają.
Najlepszym przykładem jest prędkość. Legalna hulajnoga elektryczna jest ograniczona do 20 km/h. Na rynku bez większego problemu pojawiały się jednak urządzenia zdolne rozpędzać się znacznie szybciej. W 2026 r. Ministerstwo Infrastruktury wprost przyznało, że po polskich drogach poruszają się pojazdy przypominające hulajnogi, które przez swoje parametry techniczne w świetle prawa hulajnogami już nie są. Rząd rozpoczął więc prace nad wzmocnieniem kontroli rynku.
Rzecznik Finansowy przypomina z kolei, że zdjęcie ograniczenia prędkości może sprawić, że taki pojazd powinien być traktowany np. jak motorower. Wtedy pojawiają się wymagania dotyczące rejestracji, uprawnień i OC. Problem w tym, że z zewnątrz nadal może wyglądać jak zwykła hulajnoga. Policja coraz częściej prowadzi kontrole, ale to nadal kropla w morzu. Przez to cierpią ci, którzy po prostu chcą się swobodnie przemieszczać.
Prawo jazdy staje się zbytkiem
W tle zachodzi jeszcze szersza zmiana. Dla poprzednich pokoleń uzyskanie prawa jazdy było często jednym z najważniejszych momentów wejścia w dorosłość. Samochód oznaczał wolność. Co prawda nie oznacza to, że nagle młodzi w ogóle zrezygnowali z chęci zdobywania uprawnień. Nie należy zapominać, że wiele miasteczek i wsi nadal cierpi na wykluczenie komunikacyjne.
Nie ma też wystarczających danych, żeby stwierdzić, że polscy młodzi masowo rezygnują z prawa jazdy właśnie z powodu hulajnóg. Podobny trend widać jednak w innych krajach. Badanie opublikowane w 2026 roku na podstawie danych z Niemiec pokazało, że odsetek osób w wieku 17–20 lat posiadających prawo jazdy spadł z 57,4 proc. w 2012 roku do 44,1 proc. w 2025 roku. Autorzy wskazują przede wszystkim na późniejsze zdobywanie uprawnień oraz rosnące koszty.
Młodzi coraz rzadziej widzą powód do tego, by od razu zdobywać uprawnienia do kierowania pojazdami. Jeżeli autobus, rower, hulajnoga na minuty i aplikacja przewozowa pozwalają załatwić większość codziennych podróży, prawo jazdy można zrobić później.
Podsumowanie
Przez wiele lat motorower był najprostszym sposobem na własną, niezależną mobilność dla nastolatka. Dziś już nim nie jest. Hulajnoga elektryczna jest tańsza, prostsza w obsłudze, łatwiejsza do przechowywania i nie wymaga rejestracji ani obowiązkowego OC. W dużym mieście nie trzeba nawet jej posiadać – wystarczy aplikacja.
Motorowery oczywiście nie znikną. W 2025 roku ich sprzedaż w Polsce nawet wzrosła o 8,2 proc., a w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku zarejestrowano już 10 800 nowych pojazdów. Segment nadal ma więc swoich klientów. Tyle że dziś konkuruje już nie tylko z innym motorowerem czy motocyklem 125. Konkuruje z całym ekosystemem mikromobilności.
Tutaj pojawia się największe wyzwanie dla branży motocyklowej. Młodego człowieka trzeba dziś przekonać nie tylko do konkretnej marki motocykla. Najpierw trzeba mu wytłumaczyć, dlaczego w ogóle warto posiadać pojazd, robić prawo jazdy, płacić za ubezpieczenie i zajmować się jego eksploatacją, skoro na krótkim miejskim dystansie wystarczy coś, co uruchamia się jednym kliknięciem w telefonie. Trzeba też pamiętać, że w naszej szerokości geograficznej motorower czy motocykl jest używany przeważnie tylko przez kilka miesięcy w roku.
Przeczytaj również:
Tanie i sprawdzone skutery dla nastolatka – TOP 5
Ciąg dalszy poniżej reklamy
Odkryj więcej z Jednoślad.pl
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.






